Izraelskiej kuchni smak…

Atlantyda w Hamsie

Sympatyczne, swobodne miejsce.
Bardzo dobre mięsa – miękkie i aromatyczne.
Piękne ceramiczne dłonie .
Urocza “mała czarna “.
/Dominika Zakrzewska

Atlantydowy Kulinarny Szlak inaugurowaliśmy indyjską kolacją w restauracji Ganesh. Smaki tego wieczoru tak podrażniły nasze podniebienie, że długo nie trzeba było czekać na kolejne pyszne wyjście 🙂

Atlantyda w Hamsie

Na drugą kolację z cyklu “Atlantydowym Kulinarnym Szlakiem” wybraliśmy się do izraelskiej restauracji HAMSA, przy ul. Szerokiej 2.

 

W czwartkowy wieczór, specjalnie dla nas, czekała zarezerwowana cała sala – a było nas aż 27 osób. Czyli z każdym kulinarnym wyjściem przybywa nam smakoszy egzotycznych smaków.

 

Wczoraj na pierwszy ogień poszła przystawka (mezze) podana na dłoni i z gestem.W połowie nie wiedzieliśmy, czy jeść dalej, czy czekać na kolejne danie, ale po chwili łapki szybko opustoszały. W łapach znajdowały się: moja faworytka muhammara (pasta z czerwonej papryki i orzechów, słodzona melasą, ale jednocześnie pikantna), nieco mdła baba, której unikam – baba ghanoush – pasta z bakłażana, 3 rodzaje hummusu – wszystkie mocno podobne i mocno czosnkowe, falafel, kostki sera owczego z czarnuszką (czarnuszka nadaje fajną ziołową pikanterię), labneh, papryczki i malutkie ogóreczki. Do tego były 3 rodzaje pieczywa i oliwki z pestką. Wszystko strasznie sycące, na mały i średni głód w sam raz.  /Gabriela Francuz

Pełną relację z tego wieczoru autorstwa Gabrysi przeczytacie na jej blogu.

Atlantyda w Hamsie

Kolacja izraelska w restauracji Hamsa, to kolejna kulinarna podróż, jaką zaproponowali nam Dominika z Maćkiem. Wyjątkowość Atlantydowych kolacji polega na tym, że choć na jeden wieczór można przenieść się w inną rzeczywistość, do innego świata, który roztacza przed nami swoje smaki. Pomimo bliskiego sąsiedztwa Kazimierza, nie znałam smaków kuchni izraelskiej i warto było poznać bliżej ta część “sąsiedzkiej” kultury.
Kolejne dania zaskakiwały wyrafinowanym smakiem i choć były tak rożne od potraw jakie znamy, bardzo nam smakowały. /Ewelina Nowakowska

Atlantyda w Hamsie

Przyznam, że kuchnia żydowska nie jest tą, którą wybieram na spotkania z przyjaciółmi. W zasadzie w ogóle jej nie znałam, aż do miłego wieczoru w ramach Kulinarnego Szlaku Atlantydy. Różnorodność oraz obfitość potraw podanych w restauracji HAMSA przeszła moje najśmielsze oczekiwania i zarazem bardzo pozytywnie mnie nastawiła do tej kuchni. “Łapa” z przystawkami, dodatek orzeszków piniowych do mielonej wołowiny, czy wreszcie pyszna kawa gotowana z kardamonem to tylko niektóre z kulinarnych pomysłów, które z powodzeniem można wykorzystać wydając własne przyjęcia.
Podobało mi się też to, że kuchnia była “prawie koszerna”, z angielskiego “cosher-friendly” 🙂 Z opowieści właściciela wynikało, że krowy są odstrzeliwane na pastwisku, tak żeby do końca nie wiedziały, jaki ich czeka los. To chyba niespotykana praktyka w dzisiejszych czasach w ogóle, a w kuchni bliskowschodniej w szczególności. /Joanna Wierońska

Atlantyda w Hamsie

Po pysznych i sycących przystawkach przyszedł czas na danie główne, które tym razem zostało podane każdemu na osobnym talerzu.

Po pysznych i sycących przystawkach przyszedł czas na danie główne, które tym razem zostało podane każdemu na osobnym talerzu.

Byłam mile zaskoczona całym spotkaniem. Złożyły się na nie i obecne na nim osoby, rozmowy, opowieści o podróżach, jak i atmosfera restauracji, która przyczyniła się do tego, że poczułam się jak na egzotycznych wakacjach, gdzieś w przydrożnym karawanseraju, mogąc oderwać się od dnia codziennego smakując pyszne potrawy, których nigdy w życiu nie jadłam.
Rewelacyjne wszystko: począwszy od wyśmienitego pieczywa, przystawek, szaszłyków, ryżu, a skończywszy na delicjach w postaci słodości i prawdziwej kawy, która całkowicie zwieńczyła prawdziwą ucztę dla podniebienia.
Obsługa świetna, zawsze pomocna, chętnie opisująca podawane specjały.
Wystrój przypomniał mi moje nieliczne podróże do “dalekich ” krajów.
Cóż jeszcze… świetne było zorganizowanie tej kolacji w formie biesiady, podanie potraw na półmiskach, aby można się było wspólnie dzielić, jak również, by można było jak najwięcej spróbować. Jeśli chodzi o ilość, to pomimo,że w założeniu miała był to kolacja degustacyjna, to okazała się wielką wyżerką, po której marzyło się o odpoczynku, najlepiej już na tych sofach, które znajdowały się w sali:) To tyle tak naprędce o moich wspomnieniach, które są nadal bardzo miłe, jak zaraz po wyjściu. Bardzo dziękuję za ten wieczór:) /Bożena

Atlantyda w Hamsie

A to nie koniec atrakcji tego wieczoru! Po daniu główny przyszedł czas na deser.

Atlantyda w Hamsie

Restauracja Hamsa…, byłam ciekawa, czy odtworzę smaki Izraela, którymi nie dawniej jak w maju mogłam delektować się na miejscu. Humus – bardzo podobny, choć tam był mniej skondensowaną masą, z przystawek smakowo zapamiętałam jeszcze muhammarę – pastę z czerwoną papryczką. A falafel smakował jak w Jerozolimie. Z deseru, z Izraelem najbardziej skojarzyła mi się baklawa – przesłodka i w smaku i wyglądzie małego kwadratowego ciasteczka. Jednak moje serca podbiła kawa – ze świeżo tłuczonym kardamonem. Nigdy tak dobrej jeszcze nie piłam. Cały wieczór był bardzo udany, świadczy o tym też ilość godzin spędzonych na samym jedzeniu, a były ich aż 3. Myślę, że wrócę tam jeszcze, by przypomnieć sobie smaki Izraela… na kawę na 100 procent./Bogusia

Jak deser to i pyszna kawa…

Atlantyda w Hamsie

Ci z nas, którzy byli na pierwszej indyjskiej atlantydowej kolacji, pokusili się o małe porównania:

Jedzenie ciekawe i zróżnicowane, pozwalało wyrobić sobie pogląd na
charakter tej kuchni. Ilość i jakość bez zarzutu, choć punkcik
niżej niż w Ganesh. Dobry pomysł, aby główne danie było podawane
indywidualnie każdej osobie. /Marcin Matoga

W przerwie posiłków był też czas na zdjęcie grupowe!
Klub Podróżników Atlantyda w Hamsie

Była bardzo dobra atmosfera, miłe towarzystwo a jedzonko – delicious!
Bardzo dobre i dużo , najadłam się aż za dużo, ale trudno było się oprzeć…. moje obietnice odchudzania poszły w kat! Znakomity wstęp – dowiedziałam się o specyfice menu izraelskiego , bardzo ciekawa opowieść managera restauracji. Myślę, że jeszcze nie raz odwiedzę Hamsę. /Halina Wołczyńska

Wszyscy docenili atmosferę i z pewnością wrócimy na Atlantydowy Kulinarny Szlak. Gdzie tym razem…? 🙂 

Autor wpisu: Dominika Dąbrowska

Szefowa Klubu Podróżników Atlantyda. Pasjonatka fotografii i podróży. Zakochana w Buenos Aires, w którym z pewnością kiedyś zamieszka :) Zawodowo związana z branżą nieruchomości - http://bit.ly/DD_RE

Udostępnij wpis na